12 styczeń 2011

Domena internetowa jako wkład do spółki kapitałowej – zdolność aportowa

Z przyjemnością informuję, że w ostatnim numerze Edukacji Prawniczej opublikowany został mój artykuł zatytułowany Domena internetowa jako wkład do spółki kapitałowej – zdolność aportowa.

Z wstępu:

W dobie rozwoju gospodarki opartej na wiedzy i technologii istotne znaczenie rynkowe odgrywają specyficzne, „internetowe” dobra niematerialne. Wśród nich na plan pierwszy wysuwają się oznaczenia stosowane w sieci – domeny internetowe. Z rynkowego punktu widzenia pełnią one rolę identyfikacyjną i odróżniającą, zapewniają dostęp do informacji o przedsiębiorcach i oferowanych przez nich usługach lub produktach. Rola ta ulega dodatkowo znaczącemu wzmocnieniu w przypadku przedsięwzięć, których koncepcja biznesowa opiera się na wykorzystaniu Internetu jako podstawowego lub jedynego kanału dystrybucji i kontaktu z klientem.

Dla rynku, w tym dla powstawania i rozwoju nowych, innowacyjnych firm, istotna jest kwestia możliwości komercjalizowania tego potencjału domen internetowych. Jedną z form, ważną dla procesów inwestycyjnych, może być próba ich wykorzystania jako wkładu niepieniężnego do spółek kapitałowych.


Niestety, obecnie artykuł w pełnej wersji dostępny jest jedynie odpłatnie...

Czytaj dalej...

06 listopad 2010

Metalowo

W ramach ciekawych źródeł tematów publikowanych w blogu, linkuję serwis blabbermouth.net, prezentujący informacje z rynku rocka i metalu, w tym wiele ciekawych newsów o prawnych sporach na tym polu. Można zacząć np. od: http://www.google.pl/search?q=copyright+OR+trademark+case+site%3Awww.roadrunnerrecords.com%2Fblabbermouth.net

Czytaj dalej...

15 lipiec 2010

Kilka słów o fotografiach archiwalnych

Wykorzystywanie "archiwalnych" utworów fotograficznych ma coraz większe znaczenie. Praktycznych przykładów jest wiele, w sferze „prywatnej” podstawowy to rozpowszechnianie w Internecie zdjęć, których nie jesteśmy autorami, a które mamy w naszych albumach, a które dodatkowo przedstawiają różne osoby. W sferze komercyjnej, obejmie to np. wykorzystanie fotografii na pocztówkach, w albumach, kalendarzach, książkach. W stosunku do działań publicznych – wykorzystywanie fotografii dla celów naukowych, w ramach wystaw, czy w publikacjach dokumentujących minione wydarzenia.

Nie wprowadzam tu jakiś granic czasowych „archiwalności”, chodzi mi ogólnie o zdjęcia z przeszłości, niezależnie czy sprzed kilku lat, czy wieku, ostatecznie więc niniejsze uwagi są dość uniwersalne.

Podstawowym zagadnieniem jest ustalenie statusu prawnego zdjęć. Kwestia ta na pierwszy rzut oka wydawać się może mało skomplikowana, jednak po bliższym zastanowieniu pojawiają się problemy (tym poważniejsze, im starsze są to fotografie). O ile autorstwo (czyli osoba twórcy) jest stałe i nie może ulegać zmianom, o tyle w przypadkach „archiwalnych” zdjęć bywa trudne (lub niemożliwe) do ustalenia. Dodatkowo trzeba odróżnić zdjęcia rozpowszechnione anonimowo, a więc sytuacje, gdy nieujawnienie autorstwa było celowym działaniem twórcy. Tak czy inaczej, nie znając twórcy, często trudno podjąć dalsze działania w celu ustalenia statusu prawnego dzieła, czy zgody na jego wykorzystywanie. Można także popaść w naruszenie osobistych praw autorskich.

Poza problemami w zidentyfikowaniu autorów, na kwestie praw do fotografii może mieć wpływ wiele okoliczności, które trzeba rozważyć, a wśród nich:

  • zmiany stanu prawnego. Pamiętając, że od czasów przedwojennych mieliśmy już kilka regulacji dotyczących prawa autorskiego, należy prześledzić losy zdjęć i ich statusu prawnego w oparciu o określone regulacje oraz przepisy intertemporalne, regulujące prawne skutki zmian przepisów. Może się zdarzyć, że prawa autorskie do fotografii już wygasły, a nawet nigdy nie powstały (ze względu na obowiązujące w przeszłości unormowania i przesłanki ochrony utworów fotograficznych).

  • działania w ramach stosunków pracy i innych umów. Wiele fotografii, szczególnie tych dotyczących sfery publicznej, powstawało nie w ramach samodzielnej, indywidualnej praktyki fotografa, ale w ramach wykonywania pracy w charakterze reportera, dziennikarza, itp. W takich sytuacjach, co prawda osobiste prawa autorskie pozostają przy twórcy, niemniej majątkowe prawa autorskie mogły zostać nabyte przez pracodawcę (zlecającego).

  • zmiany podmiotowe w zakresie uprawnionych z tytułu majątkowych praw autorskich (czy to pracodawców, czy uzyskujących te prawa na podstawie umów). Z jednej strony chodzi o różnego rodzaju przekształcenia, likwidacje czy upadłości, a z drugiej nieciągłość w zakresie podmiotowym firm i instytucji w okresie XX w., co stawia pytanie o uprawnionych (a w zasadzie konieczność prześledzenia losu majątku i następstw prawnych, co często nie będzie wykonalne). W przypadku osób fizycznych obejmuje to oczywiście konieczność ustalenie spadkobierców twórców. W rezultacie może powstać sytuacji patowa, w której nie wiadomo kto w istocie „ma prawa” (w tym brak możliwości wskazania uprawnionego lub przeciwnie - spory pomiędzy kilkoma podmiotami roszczącymi sobie takie prawa).

  • problemem może być także ustalenie rzeczywistego uprawnionego w związku rozszerzeniem zakresu możliwych sposobów eksploatacji, a szczególnie na Internet, techniki multimedialne, cyfrowe itd. Jest to istotne w kontekście wyrażonego wprost w aktualnej ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 1994 r. ograniczenia skutku przeniesienia majątkowych praw autorskich tylko do znanych pól eksploatacji. Może to dawać podstawę do traktowania tych praw jako nie przeniesionych, a więc np. podlegających dziedziczeniu na zasadach ogólnych. Status prawny takiej fotografii niejako „rozszczepia się” i wymaga np. uzyskania licencji od różnych podmiotów.

  • brak korelacji pomiędzy prawem własności egzemplarzy zdjęć (negatywów, odbitek itd.) a prawami autorskimi do nich. Oznacza to, że nabycie własności egzemplarza fotografii zasadniczo nie daje uprawnień do ich eksploatacji, w szczególności zwielokrotniania, wprowadzania do pamięci komputera, rozpowszechniania na wystawach, w Internecie itd. Kupując więc zdjęcie np. na aukcji, z zamiarem wykorzystania w celach komercyjnych, należy uzyskać uprawnienia do eksploatacji na gruncie prawa autorskiego (a więc ustalić status prawny zdjęcia).

  • wyjątkiem od powyższego może być wyczerpanie prawa. Obejmuje ono jednak jedynie wyczerpanie prawa do dalszego wprowadzania do obrotu egzemplarza utworu (chodzi więc np. o konkretną odbitkę zdjęcia), o ile pierwsze wprowadzenie do obrotu było dokonane za zgodą uprawnionego (co w wielu przypadkach może być trudne do sprawdzenia). Praktycznie więc wyczerpanie prawa ma tu znaczenie dla obrotu kolekcjonerskiego (konkretne egzemplarze dla celów prywatnych). Nabyte egzemplarze nie dają podstawy do innych działań z wykorzystaniem utworu (jak np. ich zwielokrotnianie).

  • z prawem własności wiąże się także kwestia uprawnień właściciela egzemplarza do jego (nie)udostępniania. Niezależnie bowiem od konieczności uzyskania zgody na eksploatację takiego utworu (także w wersji zdigitalizowanej) od uprawnionego z tytułu praw autorskich, także właściciel może także uzależnić jego udostępnienie, wypożyczenie, dokonanie digitalizacji itp. przez osoby trzecie od zapłaty określonego wynagrodzenia lub innych okoliczności (a także zamknąć dostęp do zdjęć), z zastrzeżeniem pewnych uprawnień samego twórcy względem właściciela.

  • wykorzystanie zdjęć w dobrej wierze uzyskanych od osoby w rzeczywistości nieuprawnionej. Może to mieć miejsce w indywidualnych ustaleniach - np. uzyskanie licencji prawnoautorskiej od jedynie właściciela egzemplarza zdjęcia (np. odbitki), czy wynikać z regulaminów, licencji w ramach portali internetowych (np. sytuacja, w której użytkownik publikując zdjęcia w serwisie oświadcza o swoich uprawnieniach i udziela licencji portalowi lub innym użytkownikom). Brak w prawie instytucji analogicznej do nabycia własności ruchomości w dobrej wierze. Przeciwnie, przesłanka winy nie jest kluczowa dla powstania odpowiedzialności z tytułu naruszenia majątkowych praw autorskich. Oznacza to więc, że co do zasady taki użytkownik fotografii może ponosić odpowiedzialność względem uprawnionego do zdjęcia, mimo że „nie wiedział”. Oczywiście, bez wchodzenia w szczegóły, takiemu użytkownikowi mogą przysługiwać roszczenia zwrotne względem rzekomego uprawnionego, a jednocześnie taka kwalifikacja jego działań może wpływać na zakres odpowiedzialności (np. wysokość odszkodowania).

  • poza kwestiami czysto prawnoautorskimi, istotnym może być status innych dóbr, wykorzystanych w ramach zdjęć, w przede wszystkim wizerunków przedstawionych osób. Nie wchodząc tu w szczegółową analizę (i problemy doktrynalne z tym związane), należy zaznaczyć, że ochronie może podlegać także wizerunek osoby zmarłej.

    W następnej części skupię się na zagadnieniu możliwości zgodnego z prawem korzystania z fotografii „archiwalnych” i ograniczeń w tym zakresie, które niestety mogą rodzić swego rodzaju blokadę w wykorzystaniu takich zdjęć.

  • Czytaj dalej...

    22 grudzień 2009

    Plagiat stylu

    To jest plagiat! Tak powiedzą niektórzy, widząc prace zrealizowane "w stylu" znanego, charakterystycznego twórcy, posługującego się określonymi środkami wyrazu, tematami, motywami lub stylistyką. Nawiązywanie do cudzych dokonań i dzieł występuje w każdej dziedzinie sztuki i jest niejako immanentną cechą twórczości. Rzadko dzieła powstają w całkowitym "oderwaniu", są tworzone w oparciu, w nawiązaniu, ze skojarzeniami, a nawet w opozycji do innych utworów lub wydarzeń. To oczywiście rodzi pytanie, jak traktować takie sytuacje od strony prawnej, gdzie leżą granice swobody twórczej i jak daleko można sięgnąć po "cudze". Takie szerokie ujęcie to temat na monografię, chciałbym skupić się tutaj na jednym aspekcie tej sprawy, a mianowicie kwestii ochrony "stylu" wizualnego, osiąganego nie na etapie samego fotografowania, ale na etapie późniejszej obróbki.

    Potraktowanie tematu w sposób mocno "nawiązujący" stawia pytanie czy tak można? Jak zwykle odpowiedź nie jest prosta. Co do zasady, ochronie prawnoautorskiej nie podlega pomysł, idea, koncepcja, ale forma jej wyrażenia. Należy więc przyjąć, że sama, nawet charakterystyczna stylistyka nie podlega ochronie, jako pewna idea, koncepcja. Ochronie nie podlega tym bardziej proces obróbki lub stosowanie specjalnych technik prowadzący do uzyskiwania określonych efektów. Chodzi tu zarówno o fotografię tradycyjną, jak i cyfrową. W przypadku fotografii analogowej dotyczy to np. stosowania określonych materiałów światłoczułych, technik wywoływania, czy odczynników, a także ich kombinacji, kolejności i "receptur" stosowania. W fotografii cyfrowej będzie to przede wszystkim cała sfera postprocessingu - obróbki oprogramowaniem graficznym. Tutaj także wchodzić w grę mogą odpowiednie "receptury" na uzyskiwanie określonych charakterystycznych efektów, obejmujące odpowiedni sposób zastosowania narzędzi dawanych przez oprogramowanie czy sprzęt.

    A jednak idąc dalej można znaleźć kwestie, które mają pewne zaczepienie prawne. Jeżeli przyjmiemy, że uzyskiwanie pewnych efektów to wynik nie tylko "wyczucia twórczego" i talentu, ale zastosowania pewnego powtarzalnego toku czynności w ramach obróbki, pewnej "receptury" to pojawia się pytanie, czy taka "receptura" może być chroniona. Nie wchodzi tu z pewnością w grę ochrona prawami bezwzględnymi "receptury" jako takiej (np. jako utwór, jako wynalazek chroniony patentem lub wzór użytkowy itd.). Natomiast w niektórych przypadkach można, jak się wydaje, potraktować taką wiedzę jako know-how, w tym także jako "tajemnicę przedsiębiorstwa" chronioną przepisami ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Zgodnie z art. 11 ust. 4 przez tajemnicę przedsiębiorstwa rozumie się nieujawnione do wiadomości publicznej informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne przedsiębiorstwa lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, co do których przedsiębiorca podjął niezbędne działania w celu zachowania ich poufności. Tak więc spełnienie przesłanek ustawowych, a więc przede wszystkim konieczność podjęcia niezbędnych działań w celu zachowania poufności takich informacji, mogłoby pozwolić na odwołanie się do ochrony na tej podstawie. Pamiętać jednak należy, że ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji nie ma zakresu uniwersalnego, a jedynie ograniczony do szeroko pojętej sfery działalności gospodarczej. Jednocześnie, ustawa, w art. 2, definiuje przedsiębiorcę jako osoby fizyczne, osoby prawne oraz jednostki organizacyjne niemające osobowości prawnej, które prowadząc, chociażby ubocznie, działalność zarobkową lub zawodową uczestniczą w działalności gospodarczej.

    "Receptury" w środowisku cyfrowym mogą przyjmować postać mocno zautomatyzowaną. Mogą być wówczas wyrażone w formie skryptów, makr, procedur, a nawet "regularnych" aplikacji wykonywalnych. Biorąc to pod uwagę pojawia się możliwość rozpatrzenia ochrony jako programu komputerowego, z podstawowym jednak zaznaczeniem, że cały czas ta ochrona nie dotyczy samej "receptury", a jedynie jej konkretnego zaimplementowania. W prawie autorskim brak jest definicji programu komputerowego. Trzeba jednak pamiętać, że zawsze ocena czy dany produkt informatyczny jest, czy też nie, utworem w rozumieniu prawa autorskiego, powinna następować przez pryzmat art. 1 prawa autorskiego, a więc dane dobro musi stanowić przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze. Należy przy tym podkreślić, że ochrona taka nie obejmuje efektów, a więc obrobionych prac, a jedynie samo oprogramowanie".

    Innym aspektem tej sprawy jest ocena ewentualnego efektu stosowania pewnych stylistycznych zabiegów wizualnych, w kontekście "pierwowzoru". Może bowiem być tak, że same zabiegi stylistyczne na tyle zbliżą inny utwór do tego, którego "styl" jest kopiowany, że doprowadzi to w istocie do wkroczenia w sferę praw autorskich twórcy takiego utworu. Nastąpić może wówczas w istocie opracowanie, w rozumieniu art. 2 prawa autorskiego utworu pierwotnego, na korzystanie i rozporządzanie którym wymagana jest zgoda twórcy. Bardziej luźne nawiązanie, chociaż wyczuwalne i zamierzone, może być rozpatrywane w kontekście inspiracji, która jest prawnie dopuszczalna. Trzeba też powiedzieć o dozwolony cytacie, co jednak będzie miało, jak się wydaje, mniejsze zastosowanie w tym przypadku.

    Można by także zastanowić się nad okolicznościami towarzyszącymi posługiwaniu się "cudzym" stylem. Może bowiem być tak, że sposób określonej prezentacji prac w sposób zamierzony ma prowadzić do czerpania z cudzej, rozpoznawalnej i np. modnej stylistyki, poprzez sugerowanie np. związków z takim twórcą, albo wręcz pochodzenia od niego. Trudno takie delikatne sprawy osądzić z góry, niemniej w określonych sytuacjach mogłoby to wchodzić w sferę nieuczciwej konkurencji lub ochrony dóbr osobistych. W tej pierwszej płaszczyźnie trzeba pamiętać o ogólnej definicji z art. 3 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, zgodnie z którym, czynem nieuczciwej konkurencji jest działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta. Z kolei do dóbr osobistych należą m.in. nazwisko lub pseudonim, a także twórczość artystyczna.

    Poza zasygnalizowaniem powyższych kwestii, niniejszy post nie dotyka innych powiązanych spraw, np. nawiązań do tematów lub motywów, scenografii, kadrów, aranżacji, wykorzystania tych samych rekwizytów i modeli itd. W sytuacjach takich kwestie wchodzenia w zakres praw przysługującym twórcom utworów "oryginalnych" mogą mieć nawet dalej idące znaczenie.

    Czytaj dalej...

    23 październik 2009

    Tygodnik Fotograficzny

    W Tygodniku Fotograficznym ukazał się krótki wywiad, w którym odpowiadam na pytania dotyczące różnych aspektów fotografii w Internecie. Zapraszam do lektury.

    Czytaj dalej...

    01 wrzesień 2009

    Prawa zależne w umowie o stworzenie i wdrożenie programu komputerowego

    Jednym z istotnych zagadnień, na które powinniśmy zwrócić szczególną uwagę przy zawieraniu umowy o stworzenie i wdrożenie programu komputerowego jest kwestia uregulowania praw zależnych do powstałych na podstawie zawartej umowy utworów.

    Aby kwestie te właściwie uregulować w umowie należy odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę kryje się pod pojęciem praw zależnych. Termin praw zależnych uregulowany został w art. 2 ust 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowiącym, że rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne). Zatem należy stwierdzić, że prawem zależnym nazywamy prawo do rozporządzania i korzystania z opracowania utworu, a mówiąc ściślej prawo do rozporządzania i korzystania z utworu zależnego, czyli twórczego opracowania cudzego utworu.

    W przypadku kształtowania umowy o stworzenie i wdrożenie programu komputerowego musimy zdawać sobie sprawę, że oprócz programu komputerowego, utworami, które powstają w ramach wykonania tego typu umowy są dokumentacja projektowa, dokumentacja wytwórcza oraz użytkowa. Często zdarza się tak, że gdy formułujemy postanowienia dotyczące praw autorskich głównie skupiamy się na uregulowaniu autorskich praw majątkowych do samego programu komputerowego, zapominając o pozostałych utworach powstających przy wykonaniu umowy lub traktujemy je trochę z przymrużeniem oka. Takie postępowanie może nas drogo kosztować, może się bowiem okazać, że o ile możemy opracowywać sam program komputerowy, o tyle nie mamy prawa opracowywać dokumentacji projektowej lub korzystać z pozostałych dokumentacji, które zostały zmodyfikowane. Dlatego zalecam, aby tego typu postanowienia szczególnie przeanalizować przy formułowaniu umowy.

    W świetle ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych regulacja utworów w postaci programów komputerowych podlega regulacji szczególnej unormowanej w rozdziale 7 ww ustawy. To samo dotyczy dokumentacji projektowej stanowiącej odzwierciedlenie programu komputerowego. Inaczej jest w przypadku dokumentacji wytwórczej i użytkowej. Tutaj, co do zasady, utwory te będą chronione na zasadach ogólnych. Biorąc, zatem powyższe pod uwagę należy stwierdzić, iż nie możemy tej kwestii regulować ogólnie stwierdzając np. że twórca przenosi na nabywcę prawa zależne do powstałych utworów. Inaczej mówiąc, nie możemy regulując to zagadnienie, zaszeregować powstałe utwory jako jednego zbioru.

    Zatem jak podejść do uregulowania praw zależnych skoro mamy dwojaką regulacją, w zależności z jakim utworem mamy do czynienie? Najprostszym rozwiązaniem jest podzielić postanowienia umowne regulujące te kwestie na postanowienia odnoszące się do utworów stanowiących program komputerowy oraz na postanowienia odnoszące się do utworów, które programem komputerowym nie są.

    W stosunku do utworów, które powstają w ramach wykonywania umowy o stworzenie i wdrożenie programu komputerowego a niebędących programami komputerowymi, zasadą wynikającą z art. 2 ww. ustawy jest, że dokonanie opracowania nie wymaga zezwolenia twórcy utworu pierwotnego. Natomiast nabywca musi uzyskać zezwolenie twórcy do rozporządzania i korzystania z opracowania.

    Inaczej kwestia ta ma się w przypadku utworów stanowiących programy komputerowe. W przypadku, bowiem programów komputerowych przewidziany został wyjątek stanowiący, iż działanie w postaci sporządzenia opracowania wymaga zezwolenia podmiotu uprawnionego z tytuły majątkowego prawa autorskiego. Ponadto, z uwagi na fakt, iż w rozdziale 7 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie dokonano wyłączenia art. 2 ww. ustawy, zatem należy pamiętać, że należy także do utworów będących programami komputerowymi uregulować kwestię rozporządzania i korzystania do powstałego opracowania.

    Czytaj dalej...

    20 sierpień 2009

    Trzeci wymiar

    Od zawsze byłem fanem grafiki 3D. Niestety, od wielu lat z nie mam czasu na to hobby, należące do ogromnie czasochłonnych, postanowiłem więc zająć się tą sprawą, ale z innego trochę punktu widzenia, czyli od strony prawnej. Jest to niewątpliwie niezmiernie ciekawa tematyka, a nie spotkałem się chyba do tej pory z jakimikolwiek prawnymi rozważaniami w tej sprawie.

    Grafika 3D otacza nas wszędzie. Począwszy od reklamy, przez filmy, wizualizacje architektoniczne, skończywszy na grach komputerowych, „wirtualnych światach”, czy symulatorach. Z jednej strony grafika 3D dąży do wiernego oddania rzeczywistości, a jej realizm nie pozwala już często na odróżnienie jej prawdziwego świata, z drugiej pozwala na tworzenie całkiem nierzeczywistych wizji.

    Myślę, że na wstępie tej problematyki warto podsumować zagadnienia, w których pojawiać mogą się „aspekty prawne”. Oczywiście poszczególne zagadnienia mają mniejsze lub większe znaczenie z praktycznego punktu widzenia, tzn. dla grafika (lista bardziej „hasłowa” niż stanowiąca jakieś systematyczne ujęcie tematu):

    Obiekty. Tekstury.

    Podstawowym „przedmiotem” którym operuje się w grafice 3D są obiekty trójwymiarowe. Obiekty mogą być „wymyślone” przez grafika, mogą także odwzorowywać rzeczywiście istniejące przedmioty (choć oczywiście obecnie, w erze cyfrowej, kolejność często jest odwrotna, tzn. najpierw tworzy się cyfrowe modele, a dopiero wystarczająco dobre projekty są „materializowane”).

    „Goły” obiekt to jeszcze mało. Aby rzeczywiście mógł być użyty, na ogół są na niego nałożone tekstury, ustawione różne parametry, materiały, czy inne efekty. Dodatkowo, może być wysposażony w inne cechy (typu systemy kości itd.), pozwalające np. na jego animację, czy ustalające relecje i interakcje z innymi obiektami. Kluczową sprawą są jednak tekstury, a więc obrazy 2D, często zdjęcia lub ich fragmenty, czy rysowana grafika.

    Sceny

    Z obiektów zbudowane są „sceny”. Obejmuje to także szereg innych, często równie istotnych składników. Może to być oświetlenie, efekty „atmosferyczne”, itd., a także np. wykorzystywane tła. Całość składników takiej sceny, czyli obiekty, poszczególne efekty, światło może zostać wprawione w ruch i interakcję.

    Wizualizacja (rendering/engine 3D)

    Specyfika 3D polega jednak na tym, że taki wyreżyserowany świat, wraz z oświetleniem i scenografią, jest tylko pewnym „abstrakcyjnym” projektem. Ostatecznie podlega on wizualizacji , a więc poddania projektu procesowi komputerowej „obróbki”, w oparciu o wszystkie parametry takiej sceny 3D. Cały taki zaprojektowany świat może także być przedmiotem interaktywnego funkcjonowania, np. w symulacjach, czy grach komputerowych.

    ***

    Te kilka zasygnalizowanych podstawowych elementów rodzi różne problemy. Skoro obiekty mogą odwzorowywać „prawdziwe” przedmioty, może następować wejście w dobra chonione prawnie na rzecz osób trzecich (np. komputerowe odtworzenie projektu budynku a prawa autorskie architekta, cyfrowy model rzeźby, odtworzenie w trzech wymiarach postaci z „tradycyjnego” komiksu, czy wreszcie komputerowy model istniejącej w rzeczywistości osoby). Dodatkowo na ogół też „ktoś” jest twórcą wykorzystywanych tekstur, czy innych elementów (np. tła sceny, sekwencje filmowe wykorzystywane w jakichś jej elementach). Z kolei scena jako całość to odrębna sprawa. Z drugiej strony nie odwzorowując rzeczywistości, a tworząc coś nowego, grafik jest twórcą, a jego dzieło może mieć status utworu. Wynikającym stąd pytaniem jest to, czy odwzorowywanie rzeczywistości, rzeczywistych obiektów samo w sobie jest procesem twórczym (z perspektywy prawa autorskiego) i czy taki odwzorowany obiekt może być uznany za „utwór”, a osoba go przygotowująca za „twórcę”.

    Sama scena 3D także (jako pewna całość, obejmująca także obiekty, ruch itd.) także może odwzorowywać rzeczywistość, co rodzi podobne pytania jak powyżej. W przypadku takiej sceny, pojawia się szereg ról, w zakresie np. oświetlenia, kamery, reżyserii, scenografii itp. Dodatkowo niezbędny często jest montaż i postprocessing. W pewnym sensie wygląda to podobnie jak w przypadku „tradycyjnego” filmu, a nawet w większej produkcji fotograficznej. Jeżeli osadzimy scenę w środowisku interaktywnym (gra komputerowa) to dodatkowym „uczestnikiem” takiego świata będzie np. gracz (często mający duży poziom swobody).

    Kolejnym etapem jest wizualizacja w wyniku której powstaje finalny „obraz” projektu 3D. Za taką wizualizację odpowiada oprogramowanie, niezależnie czy mówimy o „tworzeniu grafiki 3D”, czy też o interaktywnej wizualizacji (gry komputerowe, symulatory). Tak naprawdę to od klasy tego oprogramowania (symulującego fizyczne i optyczne zjawiska, w oparciu o zaimplementowane ich modele matematyczne) będzie zależny końcowy rezultat. Wiele stosowanych w grafice 3D efektów to nie „zwykłe” modele 3D, a np. systemy cząsteczek, które tak naprawdę mogą być rzeczywiście „widzialne” tylko dzięki takiemu renderującemu oprogramowaniu. Oprogramowanie pojawia się oczywiście częściej. Niektóre obiekty, ich faktura, tekstury, a nawet całe sceny mogą być tworzone „komputerowo”. Przykładem są fraktalnie generowane drzewa, roślinność, góry, krajobrazy, niebo, które wbrew pozorom są często niemożliwe do odróżnienia od rzeczywistości. Jedno z wielu pytań, które pojawia się na tym tle to wpływ „legalności” (w sensie korzystania zgodnie z warunkami uprawnień, przede wszystkim licencji) na możliwość późniejszego legalnego korzystania z efektów swojej pracy. Inna sprawa to oddzielenie samych projektów 3D, jako odrębnych dóbr od efektów ich wizualizacji, którym ostatecznie może być np. film, czy „fotografia”.

    Biorąc to pod uwagę pojawia się także pytanie o twórczość i współtwórczość w przypadku grafiki 3D (ze względu na rozmaitość wykorzystywanych elementów, pochodzących od różnych autorów i różnych ról w procesie tworzenia i projektowania, w tym istotnych elementów będących programami komputerowymi lub o zbliżonym charakterze, np. różnych skryptowych opisów sceny, czy zachodzących tam zjawisk).

    ***

    Powyższa lista oczywiście nie jest wyczerpująca, a stanowi tylko krótkie wprowadzenie. Wymagać więc będzie rozwinięcia i uzupełnienia.

    Czytaj dalej...

    09 lipiec 2009

    Rzecz bez wizerunku

    W poprzednich postach wskazywałem ('Zakaz fotografowania'), na brak istnienia „prawa do wizerunku rzeczy”, które wypływałoby z prawa własności tej rzeczy i byłoby analogiczne z prawem do wizerunku osoby (z tym, że uprawnienie takie przysługiwałoby właścicielowi rzeczy). Chciałbym ten temat trochę pogłębić, a z drugiej strony – „pogdybać” nad potencjalnymi konsekwencjami dopuszczenia takiego rozwiązania.

    1) Jeżeli stwierdzamy, że „prawo do wizerunku rzeczy” nie istnieje, czy oznacza to, że można całkowicie dowolnie (nie przejmując się właścicielem rzeczy) korzystać z fotografii rzeczy, w każdym przypadku (oczywiście poza sytuacjami szczególnymi, gdy np. przedstawiamy wizerunek rzeczy będącej jednocześnie egzemplarzem utworu)?

    Wyjdźmy od wcześniej sygnalizowanego odróżnienia samej czynności fotografowania od korzystania ze zdjęć. „Prawo do wizerunku rzeczy” w istocie odnosiłoby się tylko do tej drugiej aktywności, podobnie jak prawo do wizerunku na gruncie prawa autorskiego dotyczy rozpowszechniania tego wizerunku. W takim rozumieniu „prawo do wizerunku rzeczy” nie istnieje (abstrahując od potencjalnych przepisów szczególnych, które reglamentują możliwość swobodnego pokazywania określonych obiektów czy przedmiotów, np. w związku z ochroną informacji niejawnych).

    Pozostaje jednak jeszcze pierwsza sfera działań, a więc samo fotografowanie przedmiotów materialnych, które może wiązać się z wejściem w sferę zakazów prawnych i cudzych uprawnień (podobnie w przypadku wizerunku, gdzie możemy naruszyć cudze dobra osobiste, np. prywatność).

    Odwołując się do poprzednich spostrzeżeń, możemy założyć, że niektóre ze sposobów fotografowania rzeczy (których wizerunek nie podlega ochronie jako taki), czy też dostępu do niej w celu fotografowania, naruszać mogą prawo lub uzasadnione interesy właściciela (np. włamanie w celu sfotografowania unikalnej odmiany kwiatu, fotografowanie zamkniętych dla publiczności obiektów, mimo braku uiszczenia wymaganej za to opłaty). Korzystanie z fotografii uzyskanych w taki sposób, chociaż samo w sobie nie podlega ochronie, jest w istocie czerpaniem korzyści z czynu nagannego.

    Rozumując w powyższy sposób wchodzimy potencjalnie na grunt odpowiedzialności deliktowej. Ujawnienie zdjęć zabezpieczonego i nieujawnionego projektu, znaleziska, wyniku prac hodowlanych itp. (znowu abstrahując od sytuacji, w których dobra takie są chronione np. prawem autorskim) może wywołać niekorzystne następstwa dla właściciela (np. zmniejszyć spodziewane wpływy w związku z planowanym ich późniejszym ujawnieniem). Podobnie fotografowanie chociażby wskazanych wyżej obiektów bez uiszczenia opłaty, wymaganej przez właściciela (który reglamentuje do nich dostęp w celu „zarabiania” na umożliwianiu fotografowania), powoduje konkretny uszczerbek majątkowy. Sytuacje tego typu mogą być uznane za szkodę w rozumieniu cywilistycznym (czyli nie tylko rzeczywista strata, ale także utracone spodziewane korzyści).

    Jeżeli więc w danym przypadku powstaną wszystkie przesłanki odpowiedzialności z tytułu czynów niedozwolonych, a więc bezprawność (przypadek powyżej wskazanego czynu nagannego), szkoda, czyn taki jest zawiniony oraz istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy czynem a szkodą, można się zastanawiać nad zastosowaniem tej podstawy roszczeń odszkodowawczych.

    W sytuacji takiej nie następuje rozciągnięcie prawa własności na „wizerunek rzeczy”, a więc nie ma bezpośredniego uprawnienia właściciela do zakazywania korzystania z utrwalenia „wizerunku rzeczy”. Powstałaby jednak pośrednia (i ograniczona) możliwość ochrony „wizerunku rzeczy”, a raczej sfery interesów majątkowych które z własności rzeczy wynikają.

    2) Jakie jednak byłyby konsekwencje uznania, że prawo własności rozciąga się nie tylko na ten pierwszy obszar działań, a więc czynności związane z fotografowaniem, ale także na etap „po”, tzn. na korzystaniu z utrwaleń „wizerunku rzeczy” (inaczej mówiąc powstawałoby prawo wyłączne do „wizerunku rzeczy”)?

    Przede wszystkim, moim zdaniem, zaprzeczyłoby to sensowności istnienia większości sfery prawa własności intelektualnej. Poza innymi argumentami więc, okoliczność że prawo własności intelektualnej istnieje (i rozwija się) w systemie prawa, potwierdza, że „tradycyjne” prawo własności nie wkracza bezpośrednio w tę sferę.

    Skąd taki wniosek? Otóż przedmiotem własności jest rzecz, a więc coś co istnieje materialnie i jest w jakimś stopniu wyodrębnione (bez wchodzenia w szczegóły definicyjne). Przedmiotem własności intelektualnej (chociaż jest to pewien skrót myślowy), są dobra niematerialne (stąd zresztą inne określenie tej dziedziny - prawa na dobrach niematerialnych), czyli dobra funkcjonujące abstrakcyjnie, z jedynie wtórną rolą ich fizycznych ucieleśnień (np. w postaci egzemplarzy - a więc rzeczy, czy odtworzeń - fizycznych zjawisk akustycznych lub wizualnych). Ten sam obiekt może więc być rzeczą, podlegającą „tradycyjnemu” prawu własności oraz egzemplarzem dobra niematerialnego (np. projektu według którego rzecz została sporządzona). Jeżeli np. kupujemy zdjęcie (nabywamy własność rzeczy), nie oznacza to, że automatycznie nabywamy prawa do niego (jako utworu).

    Jeżeli więc prawa właściciela rzeczy rozciągałyby się na jej przedstawienia („wizerunek”), to wystarczyłoby być właścicielem np. obrazu, rzeźby, książki (w sensie składających się na nią poszczególnych kartek), itd. aby uniemożliwić innym korzystania z jej przedstawień (a więc np. reprodukcji obrazu, jego fotografii, pocztówek przedstawiających obiekty artystyczne czy nawet kserografii albo skanów książki/jej kartek). Idąc dalej tym tokiem myślenia, trudno byłoby nie przyjąć, że także odtworzenie takiej rzeczy (np. kopia rzeźby, budynku) byłoby naruszeniem własności. Podobnie sprawa wyglądałaby w sytuacji np. znaków towarowych, wzorów przemysłowych i innych „wizualnych” przedmiotów własności przemysłowej. I gdyby do tego dodać kolizje, które powstawałyby między właścicielami „takich samych” rzeczy (którzy byliby uprawnieni do ich wizerunków)...

    Czytaj dalej...

    12 maj 2009

    Emotikon w Intercity

    Jadąc niedawno pociągiem Intercity i przeglądając „darmowe” kolejowe pismo W podróży (przegryzając także „darmowym” poczęstunkiem) natrafiłem na artykuł dotyczący emotikonów (przyjmuję, że tak się tego słowa używa i odmienia). Chociaż o samych emotikonach nie zamierzam pisać, zwróciło moją uwagę wyeksponowanie przez autora faktu że ich „twórca” nie zarobił na nich ani centa. Pomyślałem sobie w pierwszej chwili, dlaczego właściwie pomysł polegający na tym, że pewne gesty, mimikę, czy emocje można odtwarzać wizualnie, z wykorzystaniem standardowych symboli miałby wiązać się z zarabianiem? W każdej chwili naszego życia korzystamy z wielu różnych pomysłów, zachowań i udogodnień, wymyślonych przez „kogoś”. Dziękujmy takim odkrywcom. I tyle.

    W drugim jednak momencie przyszły mi na myśl dwie kwestie. Po pierwsze czy sam emotikon nie może być chroniony prawem autorskim? Poza tym w artykule wspomniano o nowym etapie rozwoju tej formy przedstawiania komunikatów – czyli tworzeniu rozbudowanych emotikonów (a właściwie „znakowych” obrazków) oraz komponowaniu przy ich pomocy obrazkowych historii. Wydaje mi się, że nie ma przeszkód, aby takie emotikony, a tym bardziej emotikonowe opowieści traktować jako utwory w rozumieniu prawa autorskiego, oczywiście jeżeli spełniają odpowiednie przesłanki ustawowe. Inaczej mówiąc, moim zdaniem nie można a priori odrzucić zdolności emotikonowego symbolu do „bycia” utworem. Na marginesie, ta sprawa wpisuje się w szersze zjawisko, tzw. ASCII-art, czyli przedstawianie obrazu „w trybie tekstowym” poprzez odpowiednie kompozycje standardowych znaków używanych w komputerze.

    A propos ochrony pojedynczego emotikona, warto przypomnieć sprawę zastrzeżenia w Rosji znaczka :-) w tamtejszym Urzędzie Patentowym, co jednak dotyczy innej sfery niż prawo autorskie (znaki towarowe).

    Drugie pytanie, które mi się nasunęło to czy jednak rzeczywiście nie istnieje możliwość ochrony na gruncie prawa autorskiego (a nie np. jako dobra osobistego - „twórczości”) skonkretyzowanego zestawu określonych emotikonów wraz z przypisanymi im znaczeniami oraz sposobami używania (przy założeniu, że rzeczywiście byłby stworzony przez konkretnego "kogoś", nie przez „społeczność internetową”). To z kolei prowadzi do dalszego pytania o możliwość ochrony języka (taki zestaw emotikonów co prawda językiem raczej nie jest, niemniej stanowi pewien system komunikacji). Oczywiście nie myślę tu o językach naturalnych, które „same” się wykształciły, ale o językach sztucznych, przez kogoś wykreowanych, a wśród nich językach komunikacji między ludźmi (np. Esperanto) oraz między człowiekiem a maszyną – językach programowania.

    Niestety, ponieważ pociągi Intercity przemieszczają się dość szybko, to chociaż postawiłem pytania, nie zdążyłem sformułować odpowiedzi...

    Czytaj dalej...

    01 maj 2009

    Zdjęcie na zamówienie

    Poprzednio pisałem o kupowaniu zdjęcia (Sprzedaż zdjęcia albo 'Kup Pan cegłę'). Dotyczyło to jednak istniejącej, gotowej fotografii, pojawia się więc pytanie jak to wygląda w przypadku zamówienia wykonania zdjęć przez podmiot zewnętrzny (indywidualny fotograf albo zewnętrzna firma lub studio).

    Również w przypadku sesji na zamówienie brak jest automatycznego przejścia majątkowych praw autorskich. Zamawiając sesję, czy wykonanie fotografii w istocie zawieramy na ogół umowę o dzieło (nawet jeżeli nie zawieramy jej na piśmie). Podstawowym przedmiotem takiej umowy jest wykonanie mniej lub bardziej sprecyzowanych fotografii. W efekcie dostajemy wynik pracy fotografa, w uzgodnionej formie (np. obrobionych plików, odbitek itd.). W sensie praktycznym, od tego momentu, poza różnicą wynikającą z zamówienia wykonania zdjęcia, a nie kupna gotowej fotografii, sytuacja wygląda podobnie jak w przypadku kupowania zdjęcia (Sprzedaż zdjęcia albo 'Kup Pan cegłę'), więc odsyłam do tamtego posta.

    Czytaj dalej...

    05 kwiecień 2009

    Sprzedaż zdjęcia albo 'Kup Pan cegłę'

    Sens i istota pracy zawodowego fotografa polega na sprzedaży efektów swoich prac (choć stwierdzenie to dotyczy oczywiście wszelkich twórców). Proste jednak na pierwszy rzut oka hasło: „sprzedaż zdjęcia”, może nie otwiera puszki Pandory, ale wywołuje szereg zagadnień prawnych do wyjaśnienia.

    Zdjęcie nie zawsze jest chronione jako utwór w rozumieniu prawa autorskiego (proste zdjęcia „reprodukujące” obrazy, niektóre fotografie reporterskie itd.), w praktyce jednak bezpieczniej założyć, że tak jest. Pamiętać też trzeba, że brak ochrony prawnoautorskiej zdjęcia nie oznacza braku ochrony w ogóle.

    Zdjęcie można „sprzedać” przynajmniej na 3 sposoby:
    (1) przenieść własność egzemplarza na którym jest zdjęcie (odbitki, wydruku, slajdu, płyty CD),
    (2) udzielić licencji na korzystanie z niego,
    (3) przenieść autorskie prawa majątkowe.

    Przeniesienie własności egzemplarza (1) może wystąpić samodzielnie (np. kupno odbitki w galerii), może też (co raczej jest regułą) nastąpić łącznie z udzieleniem licencji (2) lub przeniesieniem autorskich praw majątkowych (3).

    Zastosowanie każdej z tych konstrukcji rodzi określone konsekwencje i wpływa na zakres możliwości późniejszego korzystania z takiej fotografii. Generalną zasadą jest to, że korzystanie i rozporządzenie utworem jest wyłącznym prawem osoby uprawnionej z tytułu autorskich praw majątkowych (nie musi to być twórca, ale ten kto nabył autorskie prawa majątkowe w interesującym nas zakresie). Co istotne, nie ma tutaj znaczenia fakt braku komercyjnego wykorzystywania takich fotografii, choć wpływa to na zakres możliwych do wysunięcia przez osobę uprawnioną żądań lub ich wysokości.

    (1) Uzyskanie (kupno) egzemplarza zdjęcia, np. odbitki, nie daje w praktyce żadnych praw do wykorzystywania go w charakterze innym niż do prywatnego użytku w celu „powieszenia na ścianie”. W przypadku utworu plastycznego możliwe jest publiczne wystawienie przez właściciela jego egzemplarza, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych, ale przepis ten trzeba traktować ostrożnie (choćby ze względu na literalne odniesienie do utworów plastycznych, a nie fotograficznych; ale przede wszystkim żeby z tego przepisu skorzystać nie może następować „osiąganie korzyści majątkowych”, a to jest pojęciem niezmiernie szerokim).

    Zapłata ceny za zdjęcie, przekraczającej nawet wyraźnie rynkową wartość odbitki, nie świadczy o uzyskaniu do niego autorskich praw majątkowych. Chcąc rozpowszechniać zdjęcie czy korzystać z niego w inny sposób, niezbędne jest uzyskanie licencji lub autorskich praw majątkowych (przypomnieć trzeba, że wcale nie musi być to wystarczające – zob. np. Wizerunek w zgodzie z prawem, 'Zakaz fotografowania').

    (2) Uzyskanie licencji oznacza wyrażenie zgody przez uprawnionego do zdjęcia (fotografa lub innej osoby, która nabyła od niego prawa w tym zakresie) na korzystanie z fotografii. Istnieje wiele typów licencji, niemniej należy pamiętać, że licencja obejmuje określony zakres, zarówno co do sposobu korzystania, jak i terytorium, czasu i innych okoliczności, co powoduje, że tylko w ramach tego zakresu można z fotografii legalnie korzystać, a przekroczenie powoduje naruszenie autorskich praw majątkowych.

    Zakres ten wynika po pierwsze z samej licencji (umowy licencyjnej lub postanowień licencyjnych zawartych w innej umowie, np. o dzieło, umowie sprzedaży egzemplarza), z przepisów prawa (prawo autorskie) oraz uzupełniająco z ogólnych zasad interpretacji umowy (np. biorąc pod uwagę cel umowy itp.).

    Istotne jest także to, że skuteczność licencji nie jest uzależniona od zachowania formy pisemnej (chyba że dotyczyłoby to licencji wyłącznej, a więc takiej, która zabrania uprawnionemu udzielania licencji innym podmiotom niż licencjobiorca).

    (3) Nabycie praw majątkowych, podobnie jak licencja obejmuje w istocie sprecyzowany zakres i chcąc nabyć wszelkie prawa określa się ten zakres tak szeroko, że obejmuje „w zasadzie” wszystkie znane pola eksploatacji (pojęcie w prawie autorskim na określenie rodzajów wykorzystywania utworu). Nie jest skuteczne napisanie po prostu, że „nabywa się utwór i wszystkie prawa do niego”.

    Zakres ten może dotyczyć także wybranych działań (np. tylko rozpowszechnianie w Internecie) co powoduje, że tak naprawdę może pojawić się wielu uprawnionych w stosunku do różnych pól eksploatacji (np. jeden podmiot ma prawa do wystawiania publicznego, kto inny do rozpowszechniania w Internecie, a jeszcze inna osoba do sprzedawania egzemplarzy).

    Również tutaj przekroczenie zakresu nabytych praw powodować może naruszenie autorskich praw majątkowych (warto więc pamiętać, że także uprawniony z tytułu autorskich praw majątkowych może je naruszyć, w zakresie, w którym uprawnionym do określonego sposobu wykorzystywania jest inny podmiot).

    W przypadku przeniesienia praw, w przeciwieństwie do udzielenia licencji, wymagana jest forma pisemna pod rygorem nieważności. Oznacza to, że ustna lub mailowa umowa przenosząca majątkowe prawa autorskie nie wywoła tych zamierzonych skutków prawnych.

    Pamiętajmy więc o tych krótkich uwagach i upewnijmy się, czy naprawdę możemy zdjęcie w ten wspaniały, zaplanowany przez nas wizjonerski sposób wykorzystać i czy nie kupujemy jedynie „kota w worku”.

    Czytaj dalej...

    30 marzec 2009

    znaktowarowy.com. Zastrzec domenę?

    W obrocie wiele produktów oznaczanych jest nie tylko „zwykła” nazwą, ale oznaczeniem przyjmującym postać NAZWA.DOMENA. Wiele usług świadczonych jest „pod marką” w tej właśnie postać (i tak reklamowanych). Czasem te oznaczenia występują równolegle z tradycyjnymi (szczególnie wtedy, gdy te tradycyjne są już na rynku obecne), czasem jednak w ogóle rozpoznawalność marki budowana jest w oparciu o oznaczenie „domenowe”.Najbardziej jaskrawym przykładem są usługi świadczone on-line. Następuje w ich przypadku bowiem zespolenie funkcji - umożliwiającej dostęp do treści i usług (czyli po prostu technicznego adresu) oraz służącej do rozpoznawania takich usług na rynku (także w reklamie).

    Skoro oznaczenia „domenowe” są wykorzystywane w charakterze marki, czy oznacza to że domena może zostać zastrzeżona jako znak towarowy? Niestety prosta odpowiedź jest niemożliwa.

    Nie ma powodu aby domenę traktować w sposób odmienny (czy to uprzywilejowany, czy też bardziej rygorystyczny) niż innego rodzaju oznaczenia, które mogą być zgłaszane dla uzyskania ochrony. Nawet pobieżne przejrzenie zawartości baz danych OHIM (europejski Urząd Harmonizacji Rynku Wewnętrznego – Znaki Towarowe i Wzory Przemysłowe) czy polskiego Urzędu Patentowego pokaże naprawdę wiele takich znaków towarowych (nie tylko zgłoszeń, ale także znaków już chronionych).

    Oznaczenia "domenowe" mają oczywiście pewną specyfikę, dlatego trzeba zwrócić uwagę na niektóre wynikąjące stąd kwestie.

    Cechą domeny jest jej wyłączność w Sieci, jednoznaczna identyfikacja określonego serwera. Chociaż teoretycznie mogłoby to skłaniać do stwierdzenia, że skoro nazwa tak precyzyjnie identyfikuje "pochodzenie", to znaczy że pozwala na identyfikację towarów lub usług i powiązanie z konkretnym podmiotem. Niepowtarzalność ta nie jest jednak istotna z punktu widzenia prawa znaków towarowych. To, że z technicznego punktu widzenia znak jest niepowtarzalny, nie ma wpływu na ocenę, czy ma dostateczne znamiona odróżniające. Jego badanie przez Urząd Patentowy w tym zakresie odbywa się w oparciu o ogólne przepisy i zasady dotyczące znaków towarowych.

    Oznaczenie takie to nie tylko główny jego element, ale także dodatkowe elementy „domenowe” (np. „www”, „.com” lub „.pl”). Jednoznacznie należy powiedzieć, że co do zasady elementy takie nie dają oznaczeniu dodatkowej wartości odróżniającej (chociaż znak badany jest jako całość), a są traktowane jako mające charakter techniczny. Tzn. jeżeli podstawowy człon takiego oznaczenia nie ma zdolności odróżniającej lub np. jest w konflikcie z podobnym oznaczeniem objętym ochroną, istnienie tych dodatkowych składników nie pozowli na stwierdzenie, że znak może jednak uzyskać ochronę. Oczywiście, mogą istnieć sytuacje, w których użycie takich elementów powoduje, że znak jako całość może być potraktowany jako coś więcej niż suma jego składników, ponieważ użycie oznaczeń domenowych tworzy określoną wartość dodaną. Ciężko podać przykład, ale można wyobrazić sobie domenę, w której składniki domenowe (np. domena najwyższego stopnia), wpływają na odbiór określonego oznaczenia jako całości równorzędnie z pozostałymi, głównymi, a które to oznaczenie bez nich przestaje pełnić swoją rolę (np. znak towarowy Nike „JUST DO IT.”, mógłby być teoretycznie zarejestrowany nie tylko jako JUSTDOIT.COM ale w formie JUST.DO.IT czyli subdomena „just” w włoskiej domenie „do”; czy rozbudowane zbitki, typu: NAZWA.AD/VICE, NAZWA.SE/RVICES, a więc z wykorzystaniem domen krajowych Andory i Szwecji).

    Zarejestrowanie domeny nie daje absolutnego prawa do uzyskania/odzyskania domeny. Ochrona dawana przez znak towarowy w zasadzie obejmuje jedynie określone kategorie wskazanych towarów i usług (w zasadzie, ze względu np. na kategorię znaków powszechnie znanych i renomowanych) oraz towary i usługi do nich podobne. Ochrona ta rozciąga się generalnie na komercyjną eksploatację takich oznaczeń (bez wchodzenia tu w szczegóły). Jednocześnie jednak, ze względu na wskazaną minimalną rolę dodatkowych członów, pozwolić powinno to na ogół na uznanie innych domen jako podobnych, co może być pomocne w zapobieganiu ich używania/rejestrowania przez konkurentów.

    Domenowy znak towarowy nie daje zasadniczo większych praw do domeny niż to samo oznaczenie, ale bez dodatków internetowych. Wynika to z wskazanej drugorzędnej roli dodatków typu „www”, „.com”. Oznacza to, że podejmując decyzję o zgłoszeniu znaku towarowego, rozważyć trzeba sensowność starania się o bardziej skonkretyzowaną ochronę w postaci domeny, czy też po prostu ochronę jedynie tego fragmentu oznaczenia, o który nam w istocie chodzi.

    Czytaj dalej...

    26 marzec 2009

    'Zakaz fotografowania'

    Czy widząc tabliczkę „zakaz fotografowania” musimy się nią przejmować? Czy kiedy fotografujemy ciekawy budynek, jego właściciel może nas „przegonić” lub żądać za to opłaty? Czy za wykorzystanie w reklamie widoku terenów będących częścią gminy musielibyśmy jej płacić? Te pytania są równie istotne co pytania o wizerunek, a odpowiedź na nie może mieć duże znaczenie dla realizowanych projektów.

    Kilka generalnych kwestii. Najważniejsze jest to, że nie istnieje w prawie coś takiego jak „wizerunek” rzeczy, który były analogiczny do pojęcia wizerunku odnoszącego się do człowieka (a już w żadnym razie tych przepisów nie można stosować do rzeczy). Dotyczy to także „wizerunku” zwierząt (chociaż ustawa z 21 sierpnia 1997 o ochronie zwierząt stanowi, że zwierzęta nie są rzeczami).

    Zdjęcia przedstawiać mogą przeróżne obiekty – budynki i ich wnętrza, krajobrazy, zwierzęta i cały szereg innych. Obiekty te mogą znajdować się w różnych miejscach (prywatnych, publicznych, o specjalnym statusie – np. ze względów bezpieczeństwa, ochrony przyrody). Niektóre z tych obiektów, poza swoją materialną postacią, mogą jednocześnie być egzemplarzami pewnych dóbr niematerialnych lub zawierać je w sobie (czyli np. utwór w rozumieniu prawa autorskiego, design - wzór przemysłowy w rozumieniu prawa własności przemysłowej). Mówiąc prościej, np. budynek jest realizacją projektu architektonicznego (a więc utworu w rozumieniu prawa autorskiego). Samochód (jego „wygląd”) to także wynik projektowania. Mieszkanie może być pięknie udekorowane, ale elementy tej dekoracji, np. rzeźby, detale architektoniczne, obrazy mogą być utworami.

    Co z takiej sytuacji wynika? Oczywiście generalna i prosta odpowiedź jest niemożliwa, ze względu na ilość i różnorodność sytuacji. W praktyce często dogłębne analizy nie będą potrzebne, niemniej publiczne prezentowanie, a już na pewno komercyjne (np. reklamowe) rozpowszechnianie zawsze powinno być poprzedzone zbadaniem „czystości prawnej” takich działań (choćby ze względu na późniejsze potencjalne problemy prawne).

    Trzeba odróżnić kwestię (1) dopuszczalności i możliwości samego fotografowania od (2) dopuszczalności i możliwości wykorzystywania i rozpowszechniania fotografii.

    Fotografowanie przedmiotów materialnych, możne naruszyć pewne dobra i uzasadnione interesy osób, przede wszystkim osób dysponujących rzeczą (nie tylko właścicieli, ale także np. najemców, korzystających itp.). Może być to prawo do prywatności (np. fotografowanie wnętrza mieszkania wbrew woli lokatora), może to być prawo własności (np. chodzenie po „terenie prywatnym” i fotografowanie krajobrazów). Czasem tego typu działania mogą być wręcz zakwalifikowane jako przestępstwa (np. wdarcie się do lokalu, „nielegalne” nagrywanie).

    Nie wchodząc w szczegóły, uważam że fotograf, który może przebywać w ogólnodostępnym miejscu publicznym, może też w takim miejscu fotografować, o ile jego działanie obiektywnie nie powoduje utrudnień lub zagrożeń dla korzystania z tego miejsca dla innych albo dla samego miejsca lub znajdujących się w nim obiektów (a nawet wtedy może dalej fotografować jeżeli to zagrożenie czy utrudnienie przestaje występować).

    Jeżeli fotografujący powoduje takie obiektywne i uzasadnione utrudnienie lub zagrożenie i nie chce zaprzestać takich działań, np. na żądanie osób administrujących terenem lub nawet osób postronnych, służbą uprawnioną do „zmuszenia” go do ich zaprzestania (lub zmiany sposobu wykonywania) jest przede wszystkim Policja (w zasadzie nawet „ochroniarz” – pracownik ochrony jest zobowiązany do zwrócenia się do Policji). W innych przypadkach działania siłowe może naruszać nietykalność fotografa. Jeżeli te zakazy lub ograniczenia nie są oczywiste (np. zajęcie całego przejścia przez fotografa i jego sprzęt) powinny być jasno określone i wskazane (a nie oparte na „widzimisie” zarządzającego terenem).

    Z kolei, jeżeli miejsce jest prywatne, to dostęp do niego może być zabroniony (co wynika z zakresu prawa własności), więc również fotografowanie (czynność) może zostać zabronione lub ograniczone (nie każdy może chcieć aby w jego ogrodzie nagle sobie urządził sesję fotograf). Jeżeli można zabronić wstępu to można również zabronić określonych działań lub określić warunki ich podejmowania. Można więc wprowadzać odpłatność za fotografowanie w takich miejscach, niezależnie od tego czy ma to na celu zapobiegać jakimś obiektywnym utrudnieniom lub zagrożeniom czy nie.

    To co napisałem powyżej nie oznacza, że w przypadku zrobienia zdjęć, nawet w sytuacji zakazów, ktoś może zażądać ich wydania lub zniszczenia, zarekwirować aparat, a już z pewnością dokonywać takich działań siłowo. Może najwyżej żądać opuszczenia tego miejsca, no i naprawienia ewentualnych szkód, jeżeli takie zostały wyrządzone.

    (2) Inną sprawą jest zagadnienie możliwości korzystania z fotografii obiektów materialnych. Problemy z tym związane mogą pojawić w sytuacjach, w których obiekty materialne stanowią jednocześnie egzemplarz (a więc są materialnym utrwaleniem) jakiegoś dobra niematerialnego (utworu, znaku towarowego, wzoru przemysłowego i innych) lub jego nośnik (nie tyle cała rzecz jest utworem itp. ale na niej np. utwór jest namalowany).

    Prawo autorskie zezwala na rozpowszechnianie utworów wystawionych na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku. Oznacza to, inaczej mówiąc, że np. rzeźba stojąca na publicznym placu, kamienica na rynku miasta, malowidło naścienne (a nawet graffiti), obiekt reklamowy itd. mogą być utrwalone na zdjęciu i rozpowszechniane, np. na kartkach pocztowych z widokami miasta, kalendarzach czy koszulkach. Nie może jednak służyć to do „kopiowania” tych obiektów z tym samym przeznaczeniem. Czyli np. interesująca rzeźba nie może zostać odtworzona i postawiona jako rzeźba w innym miejscu (a tym bardziej oferowana do sprzedaży).

    Trzeba pamiętać jednak, że opisany tu przepis ma zastosowanie do utworów wystawionych na stałe. Dotyczy też jedynie utworów w rozumieniu prawa autorskiego (czyli nie w sytuacjach gdy coś w ogóle nie jest utworem - bo jest to zwykłe okno ze zwykłą szybą, a nie piękny witraż; oraz gdy ochrona czegoś co było utworem wygasła - dla przykładu - niektóre secesyjne projekty architektoniczne; generalna zasada w prawie autorskim – ochrona utworu wygasa po upływie 70 lat od śmierci twórcy).

    W innych sytuacjach może pojawić się ryzyko naruszenia praw autorskich, choć oczywiście wymaga to oceny w każdym przypadku. O ile „prywatne” korzystanie z takich zdjęć może mieścić się w ramach uregulowanego w prawie autorskim dozwolonego użytku osobistego, o tyle problemy mogą pojawić się szczególnie w przypadku komercyjnego korzystania. W poważniejszej działalności rozpatrzyć trzeba także i różne inne podstawy ochrony, np. w kontekście ochrony znaków towarowych.


    Czytaj dalej...

    24 luty 2009

    Wizerunek w zgodzie z prawem

    Człowiek to jeden z najpopularniejszych motywów w fotografii. Dopóki zdjęcia wędrują "do szuflady" nie ma problemu, wątpliwości zaczynają się gdy chcemy podzielić się naszą twórczością, a konkretne i istotne problemy pojawiają się gdy mamy zamiar wykorzystać fotografie komercyjnie. Jak więc „legalnie” korzystać z fotografii przedstawiających osoby?

    Sprawa ta jest regulowana głównie Prawem Autorskim (ale nie tylko o czym trzeba pamiętać). Po pierwsze zezwolenia osoby przedstawionej na fotografii (ale mówiąc o wizerunku trzeba brać pod uwagę także inne sposoby przedstawiania graficznego, np. obrazu, grafiki 3d, szkicu, a nawet karykatury) wymaga nie tyle samo sporządzenie zdjęcia, ale jego rozpowszechnianie. Dotyczy to więc jakiekolwiek publicznego prezentowania takiego zdjęcia, w tym np. Internet (blogi, portale, własne strony itd.), media drukowane (prasa, książki, albumy itd.), działania reklamowe (billboard, TV, ulotki itd.). Teoretycznie, na gruncie prawa autorskiego samo sporządzenie zdjęcia nie wymaga specjalnego zezwolenia, konieczność taka wynikać może jednak np. z prawa do prywatności.

    Jak uzyskać zezwolenie osoby przedstawianej? Najlepszym rozwiązaniem jest oczywiście pisemne jej oświadczenie. Przepisy jednak nie wymagają jakiejś szczególnej formy, a więc teoretycznie może być to także e-mail czy faks. Trzeba jednak zawsze pamiętać o ewentualnych możliwościach dowodowych w razie sporu (a "luźna" zgoda może być podważona). Nie można także zapomnieć o tym, że osoba poniżej 18 lat zgodnie z Kodeksem Cywilnym nie ma pełnej zdolności do czynności prawnych, a więc jego decyzja o wyrażeniu zgody, w celu zapewnienia jej skuteczności musi być potwierdzona przez rodziców (lub innego przedstawiciela ustawowego).

    Ważna rzecz. Bezpośrednia zgoda nie jest niezbędna wtedy, gdy osoba przedstawiana otrzymuje zapłatę za pozowanie. Nawet jednak w takim przypadku może ona zastrzec, że nie wyraża zgody na rozpowszechnianie wizerunku. Z praktycznego punktu widzenia należy jednak wziąć pod uwagę, że płacąc „do ręki”, bez pokwitowania, nie można wykluczyć, że osoba taka „nie przypomni sobie” w przyszłości, że taką zapłatę otrzymała. Przy okazji trzeba pamiętać o skutkach podatkowych takiej zapłaty. Najlepiej więc zawsze uzyskać bezpośrednie zezwolenie osoby przedstawianej, niezależnie od tego czy płacimy za pozowanie, czy też nie.

    Co powinno znaleźć się w zezwoleniu? Tutaj także przepisy nie wskazują tego zakresu. Przede wszystkim jednak zgoda powinna jasno wskazywać kogo dotyczy, powinna określać konkretne przedstawienie wizerunku (bo przecież trudno przypuszczać, że będzie dotyczyć w ogóle wszelkich zdjęć tej osoby) – najlepiej w załączniku wydrukować konkretne zdjęcia. Zgoda powinna precyzować sposób i zakres w którym wizerunek będzie rozpowszechniany. Ten punkt jest ważny, ponieważ zgoda nie powoduje, że można z wizerunkiem robić dowolne rzeczy i publikować go gdziekolwiek. Pamiętajmy, że wizerunek to dobro osobiste i niewłaściwe jego wykorzystanie może być potraktowane jako naruszenie (a w konsekwencji wysunięte konkretne roszczenia). Powinno się więc wskazać gdzie wizerunek może być publikowany (np. na stronach internetowych, w konkretnym portalu, na okładce książki, w kalendarzu na rok 2009 itd.), w jakim zakresie, w jaki sposób lub w jakim celu wykorzystywany (np. tylko w celach niekomercyjnych, rozpowszechniany tylko w konkretnych miastach lub w konkretnym czasie itd.). Można także zastrzec wprost, że wizerunek nie będzie w określony sposób rozpowszechniany (np. w określonej gazecie, w celu promocji pewnych inicjatyw itd.). Oczywiście strony mogą tego typu ustalenia rozbudowywać, zgodnie ze swoimi potrzebami.

    W praktyce zezwolenie na rozpowszechnianie zdjęcia może stanowić element umowy o pozowanie. Jeżeli fotograf chce zwiększyć pewność pomyślności sesji i jasno określić obowiązki modela powinien zawrzeć z nim taką umowę. Z drugiej strony również model (często przecież osoba mniej lub bardziej znana) może chcieć jasnego określenia warunków pozowania i obowiązków fotografa. To tylko zasygnalizowanie tematu, który wymaga odrębnej analizy.

    Czy zawsze zgoda (albo zapłata) jest niezbędna? Otóż nie. Prawo autorskie przewiduje dwa przypadki w których zezwolenie nie jest wymagane (należy jednak takie przypadki traktować ostrożnie, ze względu na dość ogólne ich ujęcie w przepisach). Po pierwsze dotyczy to rozpowszechniania wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych. Wskazane okoliczności muszą być spełnione łącznie, tzn. osoba musi być powszechnie znana, wizerunek wykonany w związku z pełnieniem funkcji publicznych (a nie np. w ich prywatnym życiu rodzinnym) oraz dodatkowo wizerunek powinien być wykorzystywany jedynie w celach dotyczących funkcji tej osoby (np. w relacjach z wystąpień polityków, działaczy społecznych, naukowców czy artystów), a nie innych, np. reklamowych (przykładem jest problem z wykorzystaniem przez chińską firmę zdjęcia premiera Tuska na swojej stronie internetowej). Drugą sytuacją niewymagającą zezwolenia jest wizerunek osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza. Ma to miejsce wtedy, gdy osoba jest przedstawiona „przy okazji” zdjęcia obejmującego w istocie inny obiekt., czy przestrzeń Oznacza to po prostu, że robiąc zdjęcie rynku w Krakowie nie musimy pytać przechodniów o zgodę rozpowszechniając je. Gdybyśmy jednak sportretowali konkretne osoby lub np. wycieli fragment zdjęcia z konkretną osobą i zaczęli go publikować, przestanie on być „szczegółem całości”, a stanie się po prostu przedstawieniem tej osoby, co wymaga już zezwolenia.

    Czytaj dalej...

    12 styczeń 2009

    Polska - rok w Schengen

    System Informacyjny Schengen - to nie oko Wielkiego Brata obserwujące wszystkich obywateli UE, ale sprawdzone w praktyce, użyteczne narzędzie. Przygotowany przeze mnie artykuł w Edukacji Prawniczej, będący próbą wyjaśnienia celu, istoty i sposobu funkcjonowania systemu, w którym również Polska uczestniczy od ponad roku.

    Słowo wstępne:

    Zniesienie kontroli granicznych z sąsiadującymi z Polską państwami Unii Europejskiej, które nastąpiło w nocy z 20 na 21.12.2007 r. stanowiło ważny i symboliczny moment historii Polski. Urzeczywistnienie idei jednolitego i wspólnego obszaru europejskiego bez fizycznych barier granicznych to jednak nie tylko ogromne przedsięwzięcie polityczne, ale także organizacyjne i techniczne. Strefa Schengen nie mogłaby bowiem funkcjonować bez wykorzystania nowoczesnych narzędzi – efektywnych systemów informacyjnych, a wśród nich przede wszystkim Systemu Informacyjnego Schengen (w skrócie zwanego SIS).

    System Informacyjny Schengen – podstawowy instrument funkcjonowania strefy Schengen


    Aktualizacja:

    Powyższy link niestety przestał działać, zamieszczam więc link do wersji pdf artykułu:

    L_Widmanski-SIS-artykul(2008-12).pdf



    Czytaj dalej...

    08 grudzień 2008

    Dr Pepper... Could you be mine!?

    Kontynuacja tematu wywołanego poprzednim postem. W listopadzie światło dzienne ujrzał nowy album Guns N`Roses - Chineese Democracy. Jego premiera była wielokrotnie przekładana, co stało się przedmiotem żartów i różnych oświadczeń, w tym odważnej deklaracji producenta napojów Dr Pepper - amerykańskiej firmy Dr Pepper Snapple Group Inc.

    Firma oświadczyła w prasie, że każdy Amerykanin otrzyma bezpłatnie napój Dr Pepper, jeżeli w 2008 ukaże się album Chineese Democracy. W oświadczeniu pojawiły się m.in. informacje o dążeniu do perfekcji producenta napoju, podobnie jak Axl`a Rose do pełnego dopracowania dzieła. Deklaracja ta, którą można by potraktować mało poważnie, w sposób nieoczekiwany zyskała na aktualności - Guns N`Roses rzeczywiście postanowili wydać album w 2008.

    Producent Dr Pepper`a nie wycofał się ze swojego oświadczenia, postanowił jednak zrealizować je poprzez możliwość zyskania specjalnych kuponów uprawniających do darmowego napoju za pośrednictwem swojej strony, w ciągu 24 godzinnego "okna czasowego". Zainteresowanie sprawą było tak duże, że - mimo wydłużenia - akcja zakończyła się porażką i wielu zainteresowanych nie uzyskało obiecanej puszki.

    W rezultacie Guns N`Roses wystąpili przeciwko Dr Pepper Snapple Group Inc argumentując to nieuprawnionym korzystaniem ze znaku towarowego w ramach własnej kampanii reklamowej. Dodatkowo w związku z jej niepowodzeniem, grupa uznała, że publiczność przypisuje tę porażkętakże do Guns N`Roses i akcji promocyjnej jej nowego albumu.

    Sytuację grupy pogarsza jednak tegoroczne oświadczenie Axl`a, w którym wyraził zaskoczenie ale także i zadowolenie z inicjatywy producenta Dr Pepper`a, co według tego ostatniego stanowiło aprobatę dla jego działań.

    Guns N`Roses w swoim portfolio mają znaki zarejestrowane m.in. w USA, UE (CTM).

    Sprawa na pewno jest warta przyglądania, do chwili obecnej jednak nie jest znane stanowisko Dr Pepper Snapple Group Inc, poza oświadczeniem o ubolewaniu z powodu takiego potraktowania sprawy przez zespół.

    Więcej:
    GUNS N' ROSES Vs. DR PEPPER: Complete Letter
    DR PEPPER: 'This Was One Of The Largest Responses We Have Ever Received For A Giveaway'
    Axl Rose may have undermined own case over Dr Pepper stunt

    Czytaj dalej...

    30 październik 2008

    Metallica (TM) czyli sue`em all!

    Ochrona na gruncie prawa autorskiego w zakresie twórczości muzycznej jest niejako "naturalna" i szeroko rozpowszechniona (chociażby z powodu automatycznego powstawania takiej ochrony). Warto jednak zwrócić uwagę na ciekawy aspekt ochrony takiej działalności za pomocą znaków towarowych.

    Sprawa wykorzystania znaków towarowych przybiera interesujący obrót zarówno w sytuacji, w której wykonawca próbuje egzekwować swoje prawa w stosunku do innych wykonawców, jako swego rodzaju "konkurentów", jak i wtedy gdy ochroną próbuje objąć się także i inne pola aktywności komercyjnej.

    Przykładami mogą być działania zespołu Metallica. O ile dość szeroko znana jest spór z prekursorem peer-to-peer, Napsterem, na gruncie praw autorskich, o tyle zespół działał także aktywnie na polu znaków towarowych. W 2000 r. Metallica wystąpiła przeciw Guerlain oraz dużym domom towarowym, z roszczeniami z tytułu naruszenia praw do znaku Metallica poprzez wykorzystanie go jako marki perfum Metallica. Rok wcześniej podobne roszczenia zostały przez grupę wysunięte wobec Pierre Cardin (model garnituru) oraz Victoria`s Secret (pilnik do paznokci).

    W innej sprawie adresatem roszczeń rockowej grupy Supernova, uprawnionej do tak brzmiącego znaku towarowego, stała się telewizja CBS oraz osoby, które wzięły udział w utworzeniu grupy muzycznej pod nazwą Supernova.

    Chciałoby się powiedzieć "to Ameryka". Ale również i w Polsce mamy próby korzystania z tego rodzaju ochrony: De Mono kontra De Mono. Byli (?) członkowie zespołu bezprawnie korzystają z nazwy grupy?, spór na omawianym gruncie nie ominął również rynku disco polo - Konfrontacja Marcina TOPLES Siegieńczuka z podróbką TOPLES!.

    Rolą znaku towarowego jest odróżnianie towarów lub usług jednego podmiotu od towarów lub usług innych podmiotów (znak towarowy jest oznaczeniem, które można przedstawić w sposób graficzny, nadającym się do odróżniania towarów lub usług jednego przedsiębiorstwa od towarów lub usług innego przedsiębiorstwa - art. 120 ust. 1 ustawy prawo własności przemysłowej - "PWP"). Jeżeli znak towarowy spełnia przesłanki uznania za takowy, a także po spełnieniu odpowiednich kryteriów, może na niego zostać udzielone prawo ochronne. Podstawową treścią tego prawa jest prawo wyłącznego używania znaku towarowego w sposób zarobkowy lub zawodowy na całym obszarze Rzeczypospolitej Polskiej (art. 153 ust. 1 PWP). Przez używanie należy rozumieć (art. 154 PWP):

    - umieszczanie znaku na towarach objętych prawem ochronnym lub opakowaniu, oferowaniu i wprowadzaniu tego towaru do obrotu, a także oferowaniu lub świadczeniu usług pod tym znakiem,
    - umieszczanie znaku na dokumentach związanych z wprowadzaniem towarów do obrotu lub związanych ze świadczeniem usług,
    - posługiwanie się nim w celu reklamy.

    Można więc założyć, że a priori nie istnieją przeszkody dla uzyskania ochrony dla nazwy wykonawcy muzycznego, także i grupy, na gruncie PWP.

    Jest to o tyle istotne, że prawo daje daleko idące środki ochrony oznaczeń, zarówno cywilnoprawne (art. 296 ust 1 PWP), jak i karne (art. 305 PWP).

    Warto zastanowić się nad potencjalnymi konsekwencjami uzyskania ochrony. Oczywiście rozważania takie są "teoretyczne", w tym sensie, że każdy indywidualny przypadek należałoby badać udzielnie, w kontekście okoliczności sprawy.

    Zakres ochrony znaku towarowego nie jest nieograniczony, ale wyznaczony przez zgłaszającego (zgodnie z Międzynarodową Klasyfikacją Towarów i Usług, tzw. Klasyfikacją Nicejską), z zastrzeżeniem szczególnej pozycji powszechnie znanych i renomowanych znaków towarowych (których zakres ochrony wykracza poza konkretnie określone lub podobne rodzaje produktów). Ograniczenie zakresu ma także charakter terytorialny (konkretny kraj, chociaż istnieje oczywiście możliwość uzyskania ochrony regionalnej w UE - Wspólnotowy Znak Towarowy).

    Bez trudu więc można ustalić kategorie, które "wchodzą" w działalność muzyczną, obejmujące zarówno usługi, jak i towary - na scenie i w studiu (np. występy, koncerty), w internecie (np. przesyłanie informacji tekstowej i obrazowej w sieciach komputerowych), czy na półce w sklepie (płyty, kasety, wszelkie gadżety).

    Zastanówmy się więc teoretycznie... No tak, pirackie CD - "podróbkami", "pirackim" - sklep internetowy miłośników grupy rockowej sprzedający gadżety, albo wytwórca koszulek z logo naszego ulubionego zespołu... Kalendarz z logo, a czasem może nawet studio tatuażu? (dobrze, że w tej sytuacji prawo nie przewiduje możliwości przepadku ;).

    Kiedy mamy do czynienia z wykonawcą, a najlepiej i twórcą, producentem oraz wydawcą w jednej osobie to sprawa wygląda prosto. Najciekawsze jednak może zacząć się, gdy na scenę wkracza zespół muzyczny - grupa ludzi. A właściwie, kiedy się rozpada... "Czyj" tak właściwie jest znak i kto się może nim posługiwać, czyli występować, nagrywać płyty? A do tego jeszcze prawa autorskie do logotypu, dobra osobiste, w tym pseudonim artystyczny...

    Przeglądając bardzo pobieżnie bazę znaków UPRP, bez trudu można znaleźć chronione już znaki -np. BUDKA SUFLERA (R 163691), CZERWONE GITARY (R 208821) czy LADY PANK (R 142154), a jeszcze więcej zgłoszeń (w wielu przypadkach ochrona nie została udzielona) - np. WILKI (Z 226322), czy BRATHANKI (Z 226326).

    Czy czekają więc nas w przyszłości sprawy na tle nazw zespołów? Szczególnie wziąwszy pod uwagę, że zgłoszenia dokonywane są czasem przez wytwórnie muzyczne... Nie przesądzając wyników ewentualnych sporów, które byłyby niezmiernie ciekawe, warto wskazać, że ostatecznie na rynku muzycznym funkcjonuje DE MONO oraz MONO, utworzona przez CBS Supernova stała się Rock Star Supernova, a perfumy Guerlain`a to już nie Metallica a Metalys.

    Czytaj dalej...

    29 październik 2008

    Telepraca

    Postęp w dziedzinie techniki i upowszechnianie nowych rozwiązań z jednejstrony, a z drugiej – rosnące znaczenie sfery usług, szczególnie związanych zwiedzą oraz informacją, prowadzą do przeobrażeń w organizacji pracy. Jedną ze stosunkowo nowych form tej organizacji jest telepraca, zyskująca coraz większe znaczenie.

    Brak jest jednolitej definicji tego pojęcia, wskazuje się jednak na dwie podstawowe cechy telepracy: wykorzystanie technologii informatycznych i telekomunikacyjnych, w celu umożliwienia pracy poza „tradycyjnym” miejscem zatrudnienia. W tym rozumieniu telepraca może być świadczona „w domu” pracownika, w telecentrach (czy innego rodzaju miejscach zapewniających odpowiednie warunki), a także przez pracownika „mobilnego”, posługującego się odpowiednimi środkami technicznymi. Nie zawsze pracownik wykonuje pracę wyłącznie w tej formie, często jedynie część obowiązków jest wykonywana „na odległość”, a w pozostałym zakresie - w miejscu zatrudnienia. Może wreszcie telepraca mieć charakter okazjonalny i być wykonywana w związku z konkretnymi potrzebami.

    Wzrost znaczenia telepracy powoduje, że również prawo musi zareagować na to zjawisko. W wielu przypadkach bowiem uregulowania dostosowane do wykonywania pracy w tradycyjny sposób – „u pracodawcy”, nie przystają do specyfiki świadczenia pracy „na odległość”. Telepraca często skierowana jest na realizację określonych zadań, projektów, a w związku z tym osłabiony jest element „stałości”zatrudnienia. Telepracownik dysponuje równocześnie dość dużą swobodą w związku z realizacją zadań, również w zakresie czasu pracy, co powoduje – z kolei – osłabienie podporządkowania pracodawcy. Następuje również przesunięcie akcentu– z oceny samej pracy, na ocenę rezultatu osiąganego przez pracownika, wykonanie określonego zadania.

    Konieczność pogodzenia elastyczności telepracy z ochroną telepracowników legła u podstaw Ramowego Porozumienia w sprawie Telepracy (Framework Agreement on Telework) zawartego 16 lipca 2002 w Brukseli przez organizacjereprezentujące przedsiębiorców i związki zawodowe, na szczeblu unijnym (ETUC,UNICE/UEAPME, CEEP). Jego przedmiotem jest szereg kwestii, dotyczących:

    - warunków zatrudnienia,
    - ochrony danych,
    - prywatności,
    - wyposażenia technicznego i związanej z tym odpowiedzialności oraz kosztów,
    - bezpieczeństwa i higieny pracy,
    - organizacji pracy,
    - szkoleń,
    - uprawnień zbiorowych.

    Porozumienie jest najszerszą obecnie inicjatywą dotyczącą prawnychaspektów telepracy, a równocześnie – co zasługuje na szczególną uwagę – jest pierwszym europejskim porozumieniem, które miało być wprowadzone w życie przez samych partnerów społecznych, nie w drodze odgórnej regulacji prawnej. Ma to nastąpić w terminie 3 lat od przyjęcia (do lipca 2005).

    W pracy niniejszej zarysowano jedynie problematykę prawnych aspektów telepracy, pozostawiając szereg kwestii poza rozważaniami. Nawet jednak na tym tle zauważyć można pojawiające się problemy. Dotyczą one przede wszystkim pracowniczego zatrudnienia telepracowników. Oparcie przepisów prawa pracy na zasadach stałości zatrudnienia, obciążenia ryzykiem pracodawcy, podporządkowania pracownika, daleko idącej jego ochronie, powoduje, że stają się one nieadekwatne do współczesnych realiów, nie tylko w zakresie telepracy. Dodatkowym problemem są obciążenia pracodawcy związane z zatrudnieniem oraz brak możliwości elastycznego reagowania na zmienną sytuację ekonomiczną. Wszystko to - w pewien sposób - skłania pracodawców, do szukania innych form prawnych świadczenia pracy, które pozwolą na odpowiednie, dostosowane do konkretnych potrzeb ukształtowanie warunków zatrudnienia. Równocześnie jednak takie działania rodzą ryzyko wykorzystywania i nadużywania dominującej pozycji ekonomicznej dającego pracę, w stosunku do pracobiorcy, któremu nie przysługuje, w zasadzie, żadna ochrona.

    Oczywiście, również w przypadku telepracy pojawiają się określone, specyficzne problemy, które wymagałyby uregulowania. Wprowadzanie jednak, w ramach prawa pracy, nowych przepisów – bez najistotniejszego, w tym zakresie, „uelastycznienia” regulacji – spowodować mogłoby odejście od pracowniczego zatrudnienia telepracowników, na rzecz innych form prawnych wykonywania pracy.

    W Polsce podstawą, mającą na celu implementację europejskiego Ramowego Porozumienia w Sprawie Telepracy, był projekt Porozumienia krajowych partnerów społecznych dotyczący telepracy z dnia 10 czerwca 2005 r. W projekcie tym określono podstawowe zasady organizowania pracy w formie telepracy, jakie powinny być stosowane w Polsce. W ślad za tymi uzgodnieniami, przygotowany został projekt ustawy o zmianie ustawy Kodeks Pracy, wprowadzający do niego szczególną regulację w zakresie telepracy i po uzgodnieniach przyjęty przez Sejm (ustawa z dnia 24 sierpnia 2007 r. o zmianie ustawy - Kodeks pracy oraz niektórych innych ustaw). Na stronach rządowych i sejmowych dostępne są materiały z prac legislacyjnych, w tym uzasadnienie i stanowiska partnerów społecznych.

    Wykonywanie pracy na rzecz innych podmiotów odbywa się, zasadniczo, w określonych ramach prawnych (chociaż, oczywiście, telepraca bywa wykonywana „na czarno”, z naruszeniem takich czy innych przepisów). Na gruncie prawa polskiego wyróżnić można kilka form prawnych zatrudnienia, mogących znaleźć zastosowanie do telepracy.

    Podstawową, z założenia, formą prawną świadczenia pracy jest stosunek pracy, nawiązywany przede wszystkim na podstawie umowy o pracę. W związku ze swoim znaczeniem, sfera ta podlega szczególnemu unormowaniu przez państwo. To jednak, wobec małej elastyczności oraz dość dużych kosztów pracy, powoduje wzrost zainteresowania innymi formami prawnymi zatrudnienia. Chodzi tu przede wszystkim o cywilnoprawne umowy: o świadczenie usług (do których zastosowanie mają przepisy Kodeksu Cywilnego o zleceniu), umowy agencyjne oraz umowy o dzieło, które mogą prowadzić do zatrudniania osób fizycznych. Na podstawie takich kontraktów, praca może być wykonywana także przez przedsiębiorców, w tym również przez osoby fizyczne - prowadzące działalność gospodarczą. To ostatnie rozwiązanie, nazywane „samozatrudnieniem” (self-employment), szczególnie zyskuje na popularności. Nie dokonując oceny takich praktyk, należy jednak zaznaczyć, że w niektórych przynajmniej sytuacjach jest to spowodowane nieadekwatnością „tradycyjnych” regulacji prawa pracy do nowych zjawisk w zakresie organizacji i sposobów wykonywania pracy.

    Wspomniane podstawy prawne świadczenia pracy wymagają krótkiego omówienia oraz odniesienia do realiów telepracy. Zgodnie z art.22 §1 KP „przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca – do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem”. O uznaniu danego powiązania prawnego za stosunek pracy decyduje wystąpienie wspomnianych warunków zatrudnienia, bez względu na nazwę umowy, którą zawierają strony.
    Działania mające na celu obejście prawa w tym zakresie są nie tylko wykroczeniem przeciwko prawom pracownika, ale również powodują, że zamierzony skutek prawny nie powstanie (czyli nie nastąpi zatrudnienie na podstawie innej niż umowa o pracę), a pracownik może żądać ustalenia przez sąd istnienia stosunku pracy. Umowa o pracę powinna wyraźnie określać rodzaj i warunki zatrudnienia oraz powinna być zawarta na piśmie (a jeżeli nie jest, pracodawca powinien niezwłocznie, najpóźniej w ciągu 7 dni od rozpoczęcia pracy przez pracownika, potwierdzić na piśmie rodzaj i warunki pracy).

    W związku z powyższym, wskazuje się na kilka cech więzi prawnej łączącej pracownika i pracodawcę – podporządkowanie, odpłatność, oznaczenie rodzaju pracy, obciążenie ryzykiem pracodawcy, osobiste świadczenie pracy, znaczenie dla oceny działań pracownika staranności tych działań, a nie osiągnięcia określonych rezultatów.

    Cywilnoprawne umowy na podstawie których wykonywana jest praca charakteryzują się przede wszystkim brakiem (albo małym stopniem) elementu podporządkowania. Wśród nich, z kolei, istnieją dalsze różnice – przede wszystkim dotyczące znaczenia rezultatu pracy. W umowie zlecenia (oraz umowach o świadczenie usług, do których stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu) obowiązkiem dłużnika – świadczącego pracę - jest staranne działanie, zmierzające do osiągnięcia określonego skutku. W przypadku umowy o dzieło natomiast, wywiązanie się z zobowiązania badane jest przez pryzmat osiągnięcia celu – wykonania dzieła.

    To, w jakich ramach prawnych świadczona będzie telepraca, nie wynika generalnie z jej istoty, uzależnione jest od konkretnych okoliczności. Generalnie jednak można stwierdzić, że organizacja tego sposobu pracy i miejsce jej wykonywania, powodują większą – w pewnym sensie – swobodę telepracownika, zmniejszają możliwość wykonywania uprawnień kierowniczych telepracodawcy oraz sprawowania bezpośredniego nadzoru, a co za tym idzie – położenie akcentu na efekty tej pracy i właśnie ich ocenę, a nie staranności czynności zmierzających do tego. Dodatkowo, to właśnie przesądza o często „czasowym” charakterze telepracy – skierowanej na realizację określonych projektów i wykonanie pewnych, konkretnych zadań.

    Spośród rożnych form zatrudnienia w ramach polskiego porządku prawnego, jedynie pozycja pracownika w ramach stosunku pracy podlega szczególnej ochronie. W pozostałych sytuacjach ta ochrona nie istnieje albo ma charakter jedynie szczątkowy. Równocześnie jednak rożny jest zakres samodzielności (czy podległości) wykonującego pracę i jego obowiązków. Nie znaczy to oczywiście, że pewne uprawnienia pracownicze nie mogą być przewidziane w ramach niepracowniczych umów zatrudnienia. Pozycję prawną pracownika kształtują dodatkowo układy zbiorowe pracy oraz regulaminy i statuty, będące tzw. autonomicznymi źródłami prawa pracy, z tym, że nie mogą pogarszać tej pozycji w stosunku do regulacji ustawowych. Układy zbiorowe pracy obejmują, co do zasady, jedynie pracowników w rozumieniu prawa pracy. Możliwe jest jednak rozciągnięcie ich postanowień, przez strony, również na inne kategorie świadczących pracę.

    Z praktycznego punktu widzenia można, w związku z telepracą, wyróżnić kilka grup praw i obowiązków. Są to kwestie związane z czasem pracy i urlopami, całą sferą BHP. Są to również zagadnienia dotyczące ciężaru ryzyka, znaczenia rezultatu działań pracownika i zakresu odpowiedzialności, a także praw i obowiązków o charakterze socjalnym. Istotne znaczenie mają wreszcie kwestie związane z zbiorowym prawem pracy. 

    Rozważając powyzsze kwestie należy wziąć pod uwagę nowelizacją KP z dnia 24 sierpnia 2007 r., która dodała nowy Rozdział IIb (Warunki zatrudniania pracowników w formie telepracy), w którym znalazły się szczególne przepisy dotyczące telepracy.

    Wprowadzone zostały definicje telepracy i telepracownika. Przez telepracę należy rozumieć pracę, która może być wykonywana regularnie poza zakładem pracy, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej w rozumieniu przepisów o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Art. 67^5 § 1 KP). Telepracownikiem z kolei jest pracownik, który wykonuje pracę w warunkach określonych w definicji telepracy i przekazuje pracodawcy wyniki pracy, w szczególności za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej (Art. 67^5 § 2 KP).

    Poza definicjami, nowelizacja uregulowała następujące zagadnienia (szeroki opis regulacji znaleźć można w uzasadnieniu do rządowego projektu ustawy):

    - sposób wprowadzania telepracy u danego pracodawcy,
    - formy „stawania się” telepracownikiem,
    - zasady odstępowania od wykonywania pracy w formie telepracy,
    - zakres dodatkowych informacji przekazywanych telepracownikowi,
    - obowiązki pracodawcy i telepracownika,
    - dodatkowa umowa określająca wzajemne zobowiązania pracodawcy i telepracownika,
    - ustawowe gwarancje dla telepracownika.

    Dokonano także zmian w innych przepisach, w tym w ustawie z dnia 27 sierpnia 1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych (Dz. U. Nr 123, poz. 776, z późn. zm.). Zmiana miała na celu umożliwienie wykonywania pracy w formie telepracy, u pracodawcy niezapewniającego warunków pracy chronionej, również przez osoby zaliczone do znacznego lub umiarkowanego stopnia niepełnosprawności.

    Co istotne, regulacja telepracy w KP, nie wyłącza możliwości świadczenia telepracy na podstawie umów cywilnoprawnych, a także nie oznacza, że pracownik nie może wykonywać działań, które można zakwalifikować jako telepraca na podstawie "tradycyjnej" umowy i zakresu obowiązków (bez uzgodnienia z pracodawcą, że praca świadczona będzie w formie telepracy).

    Szczególna regulacja czasu pracy obejmuje jedynie pracowników w rozumieniu Kodeksu Pracy ("KP"). Dotyczy ona wymiaru czasu pracy (generalna reguła – 40 godz. w pięciodniowym tygodniu pracy), przerw i okresu rozliczeniowego, pracy w nocy, niedziele i święta (generalny zakaz), pracy w godzinach nadliczbowych (limity i wynagrodzenie). Unormowania te nie przystają do realiów telepracy, której jedną z cech jest elastyczność właśnie w zakresie czasowej organizacji pracy. Problem ten może, w pewnym zakresie, być rozwiązany wprowadzeniem tzw. nienormowanego czasu pracy (czasu pracy określanego wymiarem zadań), ponieważ w przypadku telepracy istnieją odpowiednie kodeksowe przesłanki ku temu (rodzaj pracy, jej organizacja oraz miejsce świadczenia). Należy tu jednak wskazać, że zadania te powinny być tak określone aby mogły być wykonywane w ramach tych, wspomnianych wcześniej, ogólnych norm czasu pracy.

    Bezpieczeństwo i higiena pracy to sfera, w ramach której na pracodawcy ciąży szereg powinności, a równocześnie przestrzeganie zasad BHP jest podstawowym obowiązkiem pracownika. Przepisy w tym zakresie mają, zasadniczo, zastosowanie w ogóle do wykonywania pracy przez osoby fizyczne, niezależnie od podstawy prawnej, a nadzór nad ich przestrzeganiem pełni Państwowa Inspekcja Pracy. W zakresie związanym z telepracą znaczenie mają nie tylko ogólne przepisy BHP (np. dotyczące szkolenia pracowników), ale również – co szczególnie istotne - rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z 1 grudnia 1998 w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy na stanowiskach wyposażonych w monitory ekranowe. Rozporządzenie to nakłada na pracodawcę szereg obowiązków związanych z świadczeniem pracy na stanowiskach wyposażonych w monitory ekranowe - w zakresie BHP, a także organizacji tej pracy (np. obowiązkowe przerwy) oraz formułuje minimalne wymagania bezpieczeństwa i higieny pracy oraz ergonomii, jakie powinny spełniać stanowiska pracy wyposażone w monitory ekranowe (załącznik).

    W związku ze świadczeniem telepracy nie obowiązują jakieś szczególne zasady dotyczące obowiązków w zakresie ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych (a także innych obciążeń – np. wpłat na Fundusz Pracy). Oznacza to, że obowiązek ubezpieczenia istnieje wobec pracowników oraz osób prowadzących działalność gospodarczą, a także – zgodnie ze sformułowaniem ustawowym - zleceniobiorców, czyli osób wykonujących pracę na podstawie umowy agencyjnej lub umowy zlecenia albo innej umowy o świadczenie usług, do której zgodnie z przepisami KC stosuje się przepisy dotyczące zlecenia. Obowiązek ten istnieje również wobec osób współpracujących z prowadzącymi działalność gospodarczą oraz zleceniobiorcami.


    Artykuł jest zmodyfikowaną i zaktualizowaną wersja wystąpienia Prawne otoczenie telepracy, wygłoszonego na konferencji Telepraca w Polsce: Import Miejsc Pracy - Export Kompetencji, która odbyła się w dniach 17-18 lutego 2004 r. w Warszawie.

    Czytaj dalej...

    30 wrzesień 2008

    Internet a prawo - zagadnienia podstawowe

    Tytułem wstępu do problematyki poruszanej w niniejszym serwisie zapraszam do zapoznania się z moim artykułem Internet a prawo - zagadnienia podstawowe opublikowanym w czterech częściach w Edukacji Prawnicznej 3-6 2005. Artykuł jest od jakiegoś czasu dostępny bezpłatnie, więc linkuję.

    Tytułem wstępu:
    Autor w niniejszym opracowaniu w sposób wyczerpujący przedstawia relację Internet a prawo. Ze względu na rozległość tematyki opracowania zostało ono podzielone na cztery części. W numerze bieżącym (cz. I) przedstawiono zagadnienia ogólne dotyczące Internetu. W następnych numerach „EP” opublikujemy: w cz. II - uwagi na temat specyfiki Internetu, w cz. III - prawne aspekty prawnej regulacji Internetu, cz. IV - zagadnienia dotyczące usług i aplikacji Internetowych oraz podsumowanie rozważań dotyczących stosunku prawa do Internetu.

    Internet a prawo - zagadnienia podstawowe - cz. I
    Internet a prawo - zagadnienia podstawowe - cz. II
    Internet a prawo - zagadnienia podstawowe - cz. III
    Internet a prawo. Podsumowanie - cz. IV

    Czytaj dalej...

    10 wrzesień 2008

    O blogu

    Autorem strony jest Leszek Widmański - prawnik, aplikant rzecznikowski. Autor szczególnie interesuje się prawem własności intelektualnej oraz prawem nowych technologii.

    W ramach szeroko pojętej własności intelektualnej autor zdobywał doświadczenie m.in. w kancelarii patentowej oraz kancelarii prawnej, a także współpracując z organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Autor zajmował się także szczegółowo problematyką prawną zagadnień IT oraz informatyzacji, pracując w administracji rządowej. Realizując swoje zainteresowania autor prowadził wykłady i wystąpienia oraz publikował artykuły poświęcone różnym aspektom prawnym nowych technologii.

    Kontakt: kontakt@widmanski.pl

    Czytaj dalej...